O jedno zdanie za daleko

A dzisiaj taka oto historia.

Miała miejsce rzecz następująca – rzeczniczka prasowa prezydenta Krakowa Monika Chylaszek zwróciła się do redaktora naczelnego Onetu Bartosza Węglarczyka z pismem, w którym „nie śmiałaby sugerować Panu Redaktorowi rozwiązania, które pozwoliłoby nam wrócić do wieloletniej współpracy, opartej na wzajemnym szacunku” (tutaj). Odnosiło się to do krytycznego wobec władz Krakowa artykułu Dawida Serafina, mówiącego o finansach miasta. Tytuł tejże publikacji brzmi następująco i mówi wszystko o zawartości: „Kraków nad przepaścią. Pustka w miejskiej kasie, miasto prosi rząd o pomoc” (tutaj). Sugestia pani rzecznik została więc odebrana jako oczekiwanie „uciszenia” dziennikarza.

Odpowiedź Miasta, długa, rozbudowana, znajduje się tutaj: tutaj. Polecam przeczytać. Każdy może sobie samodzielnie zdanie wyrobić.

Ja mam zdanie następujące.

Kraków uwielbiam. Bywam tam dość regularnie. To miasto piękne, magiczne, buzujące twórczą energią, a jednocześnie przepojone tradycją i historią tworzących je pokoleń. Zawsze też uważałem, że jest to miasto reprezentowane przez ludzi na poziomie, z klasą, racjonalnych, stanowiących wzór w prowadzeniu wszelkich polityk. Z kolei Onet pod wodzą Bartka Węglarczyka – którego znam i osobiście bardzo cenię – jest w mojej opinii medium absolutnie profesjonalnym, zbudowanym w oparciu o etos dziennikarski i najwyższe standardy wykonywania tego zawodu. Czytałem na Onecie mnóstwo artykułów wartościowych, rozwijających, inspirujących. Dziennikarze Onetu to ludzie wielokrotnie nagradzani, cytowani, opiniotwórczy. Słowem – profesjonaliści.

A tu takie zderzenie.

Niezliczoną ilość razy miałem okazję rozmawiać dziennikarzami, których nastawienie do prezentowanych przeze mnie informacji było, delikatnie mówiąc, nieprzychylne. Ba, zdarzała się nawet nieskrywana niechęć, a i bywało, że w pierwszych zdaniach rozmowy pojawiała się absurdalna teza, a rozmowa wcale nie miała na celu poznania prawdy, a udowodnienie jej „na siłę”. Czasem chodziło po prostu wypełnienie obowiązku zapytania drugiej strony, na zasadzie „ja i tak napiszę co napiszę, bo wiem lepiej”. Jednym słowem – zdarzało mi się toczyć z dziennikarzami większe lub mniejsze bitwy.

To są zawsze trudne rozmowy. Od pierwszych słów toczy się gra, której stawka jest bardzo wysoka. Wystarczy jedno nieopatrzne słowo, jedno zdanie za dużo, a nawet niewinne przejęzyczenie, by doprowadzić do poważnego ciosu w markę i wizerunek organizacji. Jak w amerykańskim kryminale, „wszystko, co powiesz, może być użyte przeciw tobie”. Nie ma więc co się dziwić, że rozmowie takiej zawsze towarzyszy bardzo ograniczone zaufanie, waży się każde wypowiadane zdanie. Korzysta się wtedy z umocowanej w prawie autoryzacji, próbuje się dyskusję przenieść na „bezpieczniejszą” formę komunikacji, najczęściej e-mail. Słowo napisane ma tę zaletę, że mija pewien czas od samego napisania do kliknięcia „wyślij” lub „opublikuj”. Można to jeszcze przemyśleć, skonsultować, może zmienić. Trzeba więc opanować emocje i kolejne kroki podejmować z namysłem, rozważnie. Nerwy trzeba trzymać na wodzy.

A potem dziennikarz kończy swoje dzieło i ukazuje się publikacja. Co w niej jest, w jakiejś mierze zależy od tego, jak wyglądała opisana wyżej rozmowa z autorem. Ale czasem wcale nie. I to nie jest koniec naszej pracy, jest cały szereg działań, które można podjąć, aby ewentualny negatywny wpływ publikacji na wizerunek osłabić. Począwszy od zapisanych w prawie sprostowania i odpowiedzi, poprzez różne formy polemiki, wykorzystanie komunikacji w innych kanałach, być może współpracę z innymi mediami. Można rozważać cały szereg działań obronnych i osłonowych. Można nawet dziennikarza i redakcję pozwać do sądu. O ile, oczywiście, ma się argumenty. Bo jak ich nie ma, to zaczyna robić się nerwowo i kryzys z przestrzeni PR wędruje na kolejny poziom – zarządzania organizacją.

Oczywiście nie mam zielonego pojęcia, jak wyglądała rozmowa Dawida Serafina z rzeczniczką Krakowa. Z tego, co widzę, nie jest to postać Urzędowi Miasta obojętna, raczej dopatruję się sporych emocji we wzajemnych relacjach. Przeczytałem następnie artykuł. Tutaj też czuć te skomplikowane relacje z miastem. Jest niewątpliwie krytyczny, napisany ostro, zagraża wizerunkowi prezydenta i władz Miasta. Przedstawia całą masę danych, liczb, ale też odniesień i porównań, autor włożył w niego dużo pracy. Dane te poddane są oczywiście interpretacji, która nie jest wygodna dla krakowskiego magistratu. No więc tak, jest to tekst krytyczny, na pewno jednak nie jest nasycony wrogością. Wskazany jest w nim problem w sumie dość w Polsce powszechny, który istnieje nie od dziś, o czym także jest mowa – rosnącego zadłużenia samorządów i prób radzenia sobie z nim. Jest więc przestrzeń do tego, by wejść z autorem w rozmowę, rzeczowo się bronić.

Czy pismo do redaktora naczelnego jest jedną z możliwości? Można to rozważyć w kategoriach podjęcia dyskusji, polemiki. Nie ma jednak w katalogu możliwych do podjęcia kroków tego, który został zastosowany. A więc tej „nieśmiałej sugestii powrotu do współpracy opartej na wzajemnym szacunku”. Onet to nie jest redakcja funkcjonująca na wzór mediów publicznych, tutaj tego rodzaju słowa są odczytywane wręcz jako afront. Są obraźliwe. Padło o jedno zdanie za dużo. Cała próba polemiki, która miała miejsce powyżej, w tym miejscu stała się bezcelowa. Reakcja serwisu nie mogła więc być inna i musiała być podjęta natychmiast – stajemy murem w obronie naszego kolegi. Tu chodzi także o nasz wizerunek.

Pochopny ruch, chwila emocji, o jedno zdanie za daleko – wszystko to pogłębiło kryzys, w którym znalazł się prezydent Krakowa.

Z całych sił trzymam kciuki za to, by relacje między Krakowem a Onetem „wróciły do współpracy opartej na wzajemnym szacunku”. Choć wydaje mi się, że ruch w tym wypadku jest po stronie Miasta. A my wcale nie musimy wiedzieć, że został wykonany. Po zaistniałej wymianie ognia czas na opadniecie kurzu i chwilę ciszy. Tak sobie myślę, że do wyprowadzenia sytuacji na prostą na początek wystarczyłby telefon prezydenta Krakowa do redaktora Węglarczyka.

Cóż, życie pokaże.

One thought on “O jedno zdanie za daleko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: